Reprezentacja Polski: nigdy więcej takich zgrupowań o nic [KOMENTARZ]


Skończyło się zgrupowanie, które praktycznie nikogo nie grzało. Brak mundialu był widoczny na boisku, w mediach i u kibiców.

4 czerwca 2026 Reprezentacja Polski: nigdy więcej takich zgrupowań o nic [KOMENTARZ]
Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus

Reprezentacja Polski jest już po czerwcowym zgrupowaniu. Oba mecze nie rozgrzały ani zmęczonych piłkarzy, ani obojętnych po marcowym fiasku w barażach kibiców. Nawet media były jakieś takie ospałe. Dlatego zabrzmi to brutalnie, ale dla nas równie dobrze to zgrupowanie mogłoby się nie odbyć. Albo inaczej: nie dopuśćmy do tego, abyśmy musieli więcej przeżywać takich okienek na kadrę.


Udostępnij na Udostępnij na

Nie będziemy wam ściemniać – czerwcowe zgrupowanie daje powody do ekscytacji wyłącznie w momencie, w którym drużyna zaraz po nim jedzie na dużą imprezę. Ponieważ jednak reprezentacja Polski się z niej wypisała w marcu, to nasze czerwcowe mecze miały charakter dogorywania po sezonie 2025/2026. Piłkarze chętnie by się już rozjechali na urlopy, a tu skucha: jeszcze musieli popykać. Zresztą nie tylko oni byli niezbyt chętni do wzięcia udziału w tych wydarzeniach.

Reprezentacja Polski: nawet media miały dość tej kadry

Atmosfera obojętności wyczuwalna była także w ogólnie nazwijmy to mediach. Przed marcowym zgrupowaniem barażowym (ale nawet i przed zgrupowaniami do Ligi Narodów, czy jakichś pojedynczych spotkaniach towarzyskich przy okazji LN albo meczu eliminacyjnego) programów, newsów, newsików było co nie miara. Człowiek nie zdążył mrugnąć, a już gdzieś jakiś redaktor wpuścił do sieci tekst na temat kadry. Było ich tyle, że momentami aż się niedobrze robiło.

Mieliśmy pełną gamę artykułów: od tych merytorycznych po ten najgorszy, tabloidowy ściek w stylu: „Robert Lewandowski krzywo spojrzał na Jana Urbana podczas treningu. Czy to pierwsza oznaka konfliktu naszej gwiazdy z selekcjonerem?”. Teraz: praktycznie cisza. Coś tam przed, po meczu. Ciśnienie wzbudził Jan Urban, gdy na konferencjach powiedział (palnął) coś, co wzbudziło dużo większy niż powinno rozgłos. Rozmówki z piłkarzami po meczu. Jakieś ocenki i to tyle. Trochę artykułów jest, ale nie są one zbytnio eksponowane. Standardowy dla kadry przesyt informacji zmienił się w zaskakującą bierność.

Nawet programy sportowe nie piłowały tematu kadry, jak gdyby same były nią zmęczone. No i co ważne: o czym tu można byłoby dywagować, skoro te pojedynki nie będą zbyt pomocnym wyznacznikiem. Przecież skoro nigdzie nie jedziemy, to nie będzie to nasza próba generalna przed wielkim turniejem, żeby móc ją rzetelnie ocenić. 

Kibiców tłum zmierzał na PGE Narodowy – jak zwykle

Ale do rzeczy: na mecz z Nigerią jako środek lokomocji wybieramy Szybką Kolej Miejską, gdyż metro w takie dni jak ten pod naporem fanów jadących na mecz pęka w szwach jeszcze bardziej niż w standardowych godzinach szczytu.

Wysiedliśmy na stacji i udaliśmy się do celu naszej podróży. W międzyczasie mijamy stoiska, na których znaleźliśmy klasyczne gadżety kibica – szalik, czapka, wieniec itd. Postaliśmy chwilę przy nich przy wyjściu z kolejki. Dlaczego w ogóle o tym piszemy, pytacie? Ponieważ przy okazji meczu z Ukrainą mignęła nam relacja Dominika Wardzichowskiego (dziennikarz sport.pl z jednym ze sklepikarzy, który narzekał na totalny brak zainteresowania.

Tymczasem przed meczem z Nigerią? Zgoła odmiennie. Nie powiemy, że ludzie zabijali się o pamiątki, ale staliśmy tam dobre kilka minut i właściwie co rusz podchodziły nowe osoby. Jak widać moda na reprezentację nie minęła tak zupełnie.

Jak widać, reprezentacja Polski mimo kiepskich wyników, wciąż przyciąga zainteresowanie.

Zmierzamy w kierunku stadionu. Widzimy kolejne stoiska, w tym te przewoźne z malowaniem twarzy. Widzimy z bliska rzekę ludzi zmierzających na PGE Narodowy, w tym spore grupki dzieci. Słychać trąbki, pełno biało-czerwonych szalików, koszulek. Kolejka przy bramach (na 45 minut przed spotkaniem) długa. Dobra pogoda i korzystna pogoda sprzyjała ku temu, aby zapełnić trybuny.

Jeszcze przed wejściem udało nam się namówić jednego z czekających kibiców (jak się okazało Warszawiaka) na krótką rozmowę (co jeszcze ciekawsze, to była jego pierwsza wizyta na Narodowym). Oto, co miał nam do powiedzenia: – Tak, to mój pierwszy raz na Narodowym. Kiedyś byłem na meczu Polski, ale byłem wtedy mały i to było gdzieś w Europie. […] Natomiast tutaj to zawsze było moje marzenie, żeby przyjść na mecz Polski. Jak się dowiedziałem, że nie jedziemy na mundial to ta chęć, żeby zobaczyć kadrę w sumie nawet się zwiększyła.

Kolejka przed bramą na Narodowy. (materiały własne)

Mało kibicowska atmosfera na stadionie – jak zwykle

Czyli jak widać, takie mecze także mają moc przyciągania kibiców. Rozmowa rozmową, ale musieliśmy udać się na trybunę prasową. Nie tylko po to, by zobaczyć i opisać mecz z Nigerią. Byliśmy także bardzo ciekawi, jaka będzie reakcja trybun po ostatnim spotkaniu z Ukrainą. Cóż, jeśli chodzi o atmosferę stadionową, to tutaj na szczęście nic a nic się nie zmieniło – tak jak zwykle jest na nim podczas meczów reprezentacji smutno i mało energicznie, to tak samo smutno i mało energicznie było w środowy wieczór. Atmosfera obojętności chyba też się udzieliła kibicom.

Od czasu do czasu powtarzały się rytmicznie okrzyki „Polska” z oklaskami, w drugiej połowie widzieliśmy meksykańską falę powtórzoną kilka razy (w jednym momencie, no ale dobra). Były czasem gwizdy przy niekorzystnych decyzjach sędziego, jak choćby wtedy, gdy Nigeria otrzymała rzut karny po zagraniu ręką Kacpra Kozłowskiego. Strach pomyśleć co by było, gdyby ten mecz piłkarsko był jeszcze gorszy od tego z Ukrainą.

Ten z Nigerią, w naszej opinii, był do przyjęcia. Nie mieliśmy wielkich oczekiwań i choć nie ujrzeliśmy widowiska, to jednak nie wyszliśmy my ani kibice z PGE totalnie rozczarowani. To już coś. To też dowód na to, że te oczekiwania były po prostu bardzo niskie

Nie można kibicować tylko wtedy, gdy reprezentacja Polski prowadzi

No dobrze, to jaki był (i jest) największy zarzut w stronę trybun? Standardowa u nas niestety cykliczność zaangażowania. Do straty bramki jeszcze wyglądało to jako tako. Szum narastał w miarę, gdy Polacy zbliżali się do bramki Odoyi. Jednak po golu Moffiego na 0:1 zapał na trybunach mocno siadł. To także nasza uwaga w stronę ludzi przychodzących na stadion. Mecz trwa 90 minut, nie można dopingować naszej kadry tylko wtedy, gdy jest dobrze. Właśnie jeszcze bardziej trzeba wzmóc doping, gdy drużynie nie idzie. Szkoda że wyrównanie dla Polski przyszło w doliczonym czasie gry pierwszej połowy, być może wycisnęlibyśmy z tego coś więcej.

Minuty płynęły, doping utrzymywał się na niskim poziomie. Aż przyszedł gol na 1:2 dla Nigerii. Może po nim poniosły się z naszej strony nieustanne śpiewy, może zachęcaliśmy naszych rodaków do ataku? Nie, była cisza, którą dopiero w ostatniej akcji meczu uratował Przemek Wiśniewski swoim FENOMENALNYM golem. Wtedy był ryk radości kibiców, którzy jeszcze pozostali na trybunach. Tak, dobrze przeczytaliście. Już w końcówce dostrzegliśmy, że część fanów zaczęła opuszczać swoje miejsca i wychodzić ze stadionu. Gramy do końca podobno…

Powinno się dodać napis: do ostatniego gwizdka. Może ludzie przestaliby wychodzić wcześniej? (materiały własne)

Dzieci ratują doping na Narodowym

Wymownym niech będzie fakt że największą robotę robiły dzieci, których było dosyć sporo na stadionie. Zakładamy że oprócz rodzin był to efekt darmowych pól dla szkół i drużyn piłkarskich. Gdyby nie one, to właściwie dopingu praktycznie by nie było. 90% tych momentów okrzyków podczas meczu inicjowały właśnie dzieciaki, w których żar i zapał jeszcze nie został zgaszony.

Dobrze, że Lewy był na boisku – kibice nie wyszli totalnie zawiedzeni

Dobrze, że chociaż Lewy zagrał, bo to już by w ogóle dopełniło obrazu beznadziei w oczach kibiców, gdyby nie wystąpił (jednak czy serio musiał grać do końca, to już inna sprawa). Jadąc na mecz i przed samym stadionem widzieliśmy masę dzieciaków z nazwiskiem Lewego na plecach.

Można sobie myśleć o byłym napastniku Barcelony co się chce, ale to nadal jest gigantyczny magnes, który pobudza wyobraźnię przeciętnego kibica i stanowił oraz stanowi inspirację dla wielu młodych adeptów piłki nożnej. Nawet podczas meczu usłyszeliśmy w drugiej połowie meczu jak kibice ten jeden raz skandowali Robert Lewandowski”. Nasz rozmówca sprzed stadionu pewnie też tak uczynił: jak sam przyznał, jest fanem Roberta i bardzo chciał jeszcze zobaczyć naszego asa w reprezentacji na żywo. – Robert to jest mój idol i zawsze marzyłem, żeby go [Roberta] zobaczyć na Narodowym.

54 408 widzów – obniżki cen pomogły? Może, ale nie pomogły poprawić dopingu

Pod koniec meczu spiker podał, że na Stadion Narodowy przyszło łącznie 54 408 widzów. I tak jesteśmy zszokowani, że aż tylu. Na pewno dobrym posunięciem ze strony PZPN było obniżenie cen biletów. Co prawda w naszym odczuciu 190 zł na mecz towarzyski z Nigerią za te najlepsze miejsca to wciąż zdzierstwo, no ale lepiej tyle, niż gdyby miały kosztować standardowe 240.

Dla naszego wcześniejszego rozmówcy obniżka nie miała znaczenia w kontekście podjęcia decyzji o pójściu na mecz, choć dla nas taka obniżka mogła być, jeśli ktoś się wahał (a pewnie wielu takich było), argumentem za. Szkoda tylko, że za tym nie poszło coś więcej. Jak gdyby wydanie pieniędzy na bilet meczowy, kupienie gadżetu (czegoś do jedzenia) było w świadomości kibica uznane za spełnienie minimalnego obowiązku i granicznym punkcie jego możliwości.

Brakuje organizatora z prawdziwego zdarzenia

To wspaniały obiekt, który według nas zasługuje na godniejszą oprawę meczową. A zwłaszcza, że mamy do tego podstawy. Mówiliśmy o tym niesamowitym morzu fanów. Robi na nas wrażenie ta biało-czerwona kartoniada z początku spotkania (na zdjęciu). A sposób, w jaki śpiewamy Mazurka Dąbrowskiego… Gęsia skórka za każdym razem.

Potrzeba tu organizatora, trybunowego wodzireja (gniazdowego) z prawdziwego zdarzenia, którzy poprowadzi tę rzeszę ludzi do wspólnego śpiewania i celebrowania piłkarskiego święta, jakim powinien być mecz reprezentacji Polski. Tak na marginesie, na całe szczęście odpuszczono sobie chociaż śpiewanie w trakcie meczu Mazurka Dąbrowskiego, Roty i innych pieśni patriotycznych.

reprezentacja Polski
Biało-czerwona kartoniada przy Mazurku Dąbrowskiego. (materiały własne)

Piotr Zieliński: brak mundialu zaważył w pewnym stopniu na tym, że to zgrupowanie było inne

Zmęczenie można było również dostrzec u piłkarzy. Żeby nie było: w pełni rozumiemy to, że po zakończonym sezonie (gdzie wielu z nich rozgrywało masę minut) czekają oni na upragniony reset, skoro do Ameryki się nie wybieramy. Już po meczu z Ukrainą Robert Lewandowski czy Piotr Zieliński wskazywali na fakt, że brakowało w ich grze energii (dziwne, Jan Urban widział przecież serducha do gry).

Z Nigerią było pod tym względem lepiej, ale czuć było, że nikt tutaj umierać nie ma zamiaru. Po meczu do części prasowej wyszedł Piotr Zieliński, który też po części przyznał, że brak mundialu zmienił percepcję zgrupowania, choć zaprzeczył, jakoby zaangażowanie w grę było mniejsze. – Zawsze staramy się grać na 100%. To, że nie jedziemy na mundial w pewnym stopniu zaważyło [na tym], że to zgrupowanie było inne. Na pewno ten mecz dzisiejszy lepszy i od wrześniowego zgrupowania trzeba wrócić na zwycięskie tory.

Co zapamiętamy po zgrupowaniu? Praktycznie nic

Po środowym spotkaniu emocje wokół kadry pożyją do piątku. Bo za chwilę turniej, a w meczach Polski za wiele do poważnej oceny nie było, bo nikt specjalnie się nie wyróżnił. Naprawdę niewiele z tego okienka wyciągnęliśmy, nawet znając jego wagę. Niby debiutanci dostali swoją szansę, choć patrząc na charakter zgrupowania mogli dostać ciut więcej, zwłaszcza Karol Czubak. Jan Urban nie wykorzystał naszym (i nie tylko naszym) zdaniem szansy, jaką w ogóle dawało to zgrupowanie. Z przodu dalej się nie kleiło, a zmiany w meczu (zwłaszcza z Nigerią) … bez komentarza.

Reprezentacja Polski zostaje w domu po raz pierwszy od 2014 roku – to boli

Kończymy to zgrupowanie, z kadrą spotkamy się dopiero we wrześniu na Lidze Narodów. Szczerze: dawno nie było tak mało ekscytującego zgrupowania kadry. Gra to jedno, ale ta obojętność była porażająca. Dlatego jeśli ktoś mówi, że to może dobrze, że Polska nie pojechała na mundial, że to wreszcie musiało runąć, że może to ich wreszcie czegoś nauczy i będzie początkiem przemiany – życzymy takim osobom miłego oglądania mundialu bez Polski. 

Możemy się boczyć na reprezentację, ale chcemy oglądać Polaków na dużych imprezach, chcemy radować się jej zwycięstwami. A po raz pierwszy od mundialu w Brazylii, będziemy obserwować najważniejsze piłkarskie święto futbolu niczym dziecko oglądające słodycze w sklepie: przez kolorową szybę. Nie jest to fajne uczucie. Z Ukrainą i Nigerią widzieliśmy to aż za bardzo.

PRZECZYTAJ TAKŻE:

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze